Z miłości do Berlina

Wakacje w pełni, słońce nie daje za wygraną i mocno przygrzewa. Znudzone miastową monotonią, postanowiłyśmy znaleźć alternatywę na spędzenie wakacyjnego weekendu w efektywniejszy sposób, niż kolejny wypad nad jezioro.



Odwiedzone miejsca



Dzień 2!

Dzień drugi, nie zaczął się tak wcześnie jak planowałyśmy. Jednak o 10 byłyśmy już przy East Side Gallery. Lubimy zdolnych, młodych artystów, którzy swoimi dziełami sprawiają, że szare blokowiska zamieniają się w kolorową wystawę ulicznej sztuki. Tym razem murale podziwiałyśmy na znanym Murze, który runął ku wolności. Kolory przepełniające uliczne malunki zachwyciły nas tak bardzo, że nawet tłum ludzi przy słynnym muralu przedstawiającym Breżniewa całującego się z Honeckerem nie wyprowadził nas z dobrego humoru i nastawienia na dalsze zwiedzanie. Cały Berlin pełen jest przejawów street artu - na szczęście tego w dobrym stylu. Wystarczy zboczyć z głównej ulicy, spojrzeć w górę i nawet na sufitach podziwiać malunki utalentowanych ludzi. Zdarzyło się nam to nie raz. Spacerując wzdłuż East Side Gallery, nie wiadomo kiedy dotarłyśmy do Alexanderplatz. W trakcie naszej wycieczki, był to punkt na mapie, który odwiedzałyśmy mimowolnie każdego dnia. Następnymi atrakcjami były Checkpoint Charlie i Trabi Museum.

Checkpoint Charlie w okresie zimnej wojny było jednym z najbardziej znanych przejść granicznych między NRD a Berlinem Zachodnim. Kolejka, aby zrobić sobie zdjęcie była na prawdę długa. Za kolejką stała cena 2 euro za osobę za zdjęcie. Trochę szkoda, że stało się to teraz sztampową atrakcją i opłacalnym biznesem... Jednak zdecydowałyśmy się, gdyż w innym wypadku zrobienie dobrego zdjęcia, pośród weekendowego tłumu było nie możliwe. Bez śmiechu i zwariowanych póz nie obyło się. Pamiętajcie żeby rozruszać strażników, wtedy zrobicie dużo więcej zdjęć niż jest to przewidziane ;)

Następnie udałyśmy się do muzeum i to nie byle jakiego! Muzeum Trabanta przywiodło Oli niesamowite wspomnienia z dzieciństwa mimo, że swojego śliwkowego trabanta nie odnalazła wśród tych prezentowanych. Samochody były świetne! Od zwykłego osobowego trabanta po ten w wersji sportowej. Nie omieszkałyśmy nie usiąść w jednym i poczuć się tak jak ludzie w latach 60 jadący na wakacje właśnie starym, dobrym, niemieckim autem.

Dzień uciekał a my nadal nie widziałyśmy tego co zaplanowałyśmy. Dalej, po muzeum, udałyśmy się pod Bramę Brandenburską i Reichstag. Wokół trwały różne remonty i oczywiście towarzyszył nam ogrom turystów takich jak my, więc zrobiłyśmy zdjęcie i udałyśmy się w stronę Reichstagu. Piękny park, ze ścieżkami wiodącymi do siedziby niemieckiego Bundestagu zachęcał ławeczkami i miejscami na trawie w cieniu. Pogoda zachwycała – słońce, ciepło i bezchmurne niebo. Zdecydowałyśmy się na krótki odpoczynek na placu przed Reichstagiem pośród muzyki i młodych ludzi. Lekko już zmęczone zdecydowałyśmy się na podziwianie ulic Berlina z okien autobusu. Był to trafny wybór! Trafiłyśmy pod okazały Berliner Dom, a następnie chłodziłyśmy się siedząc przy ratuszowej fontannie, oglądając poczynania ulicznych artystów.

Na naszej liście był dziś jeszcze Burgermaister – najmodniejsza burgerownia Berlina! Miejsce to jest oblegane przez turystów i miejscowych. Kolejka była bardzo długa, ale głodne i ciekawe prawdziwej berlińskiej bomby smaków doczekałyśmy się swoich burgerów, po godzinnym czekaniu. Ach, co to był za moment dla podniebienia! Chilli Cheeseburger był idealnie pikantny i soczysty. Najlepsze burgery jakie udało nam się kiedykolwiek jeść. Jeść? Pochłonąć! Istna eksplozja smaku! Co ciekawe same pomieszczenie Burgermister’a zlokalizowane jest pod jedną ze stacji berlińskiego U-bahnu w budynku, który służył kiedyś jako publiczne toalety. Teraz, odrestaurowany, jest królestwem Pana Burgera – Maistera Króla Wszystkich Burgerów! 

Mówiąc już o toaletach. W Berlinie znajduje się kontrowersyjny pub „Klo” czyli kibel. Znany jest z wystroju istnie łazienkowego. Jedzenie podawane jest w naczyniach w kształcie klozetu, a piwo pije się z kaczek i basenów szpitalnych. Miałyśmy wielką ochotę udać się w to miejsce, lubimy takie nietypowe knajpki. To co nas jednak powstrzymało to ceny. Za średniej jakości 0,5l piwo życzyli sobie tam prawie 9 euro! Cena 3 razy wyższa niż w innych lokalach... Kierując się, jak zwykle, ograniczonym budżetem, dzień zakończyłyśmy piwnymi zakupami w okolicznym Lidlu i currywurst z modnego foodtrucka czyli ciężkostrawną kolacją za 2 euro ;)

Zobacz na mapie



Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji oraz w celu usprawnienia funkcjonowania witryn www.yougo.pl, korzystamy z technologii plików cookies. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowanie na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Dalsze korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
OK