Wakacje w Lubuskiem

Kraina stu jezior, malownicze krajobrazy, spokój i dużo radości. To tylko wstęp do tego, co pozostało z tegorocznych wakacji, w moich wspomnieniach. Wakacje były spontaniczne. Kilka kliknięć w wyszukiwarce internetowej.Nie trzeba było długo szukać. W dodatku okazało się, że jedna osoba z mojej ekipy, zna wybrane przez nas okolice. Poleciła nam świetne pole kempingowe. Na zakupy i spakowanie się mieliśmy zaledwie tydzień. Bagażu  uzbierało się sporo. Niestety nie udało nam się wpakować wszystkiego do auta. To wiązało się z pewnymi wyzwaniami na wyjeździe.

9 rano - kierunek Międzyrzecz. 5 osobowa grupa w optymistycznych humorach  rusza w trasę. Podjadanie przysmaków, śpiewanie piosenek i podziwianie pobliskich okolic. Nie miałam pojęcia jak piękne mogą być niektóre polskie wioski. Był to lipiec, trafiliśmy  w idealną pogodę. Na pole kempingowe prowadziła wąska polna ścieżka, bardzo klimatyczna. W okolicy nie było żadnych zabudowań, poza  pojedynczymi, urokliwymi, wiejskimi chatami. Kilka minut później minęliśmy tabliczkę z napisem 1km do sklepu.

Trochę nam ulżyło, że nie będziemy totalnie odcięci od cywilizacji. Niestety do naszego docelowego miejsca było jeszcze daleko. W końcu dojechaliśmy. Dookoła rosły wysokie drzewa, a zza bujnych pól wyłaniały się iskrzące  refleksy na wodzie. Za małą drewnianą bramą, rozciągała się obszerna polana. Na niej stały namioty i przyczepy kempingowe. W tle z jednej strony jezioro,z drugiej duża chatka w góralskim stylu. Przy każdej przyczepie kempingowej stały osobne pomosty. Najpierw rozgościliśmy się, pozajmowaliśmy swoje "legowiska" i zabraliśmy się za obiadowe grillowanie. Nie mogłam doczekać się kąpieli  w jeziorze  ponieważ było bardzo upalnie. Czystość wody  zaskoczyła mnie niesamowicie. Mogłam zobaczyć wszystko co działo się na dnie jeziora. Razem z towarzyszami, spędzaliśmy dużo czasu na plaży. Wylegiwanie się na falującej wodzie, na dużym materacu, było bardzo relaksujące. Niestety czekała nas wyprawa do sklepu i to w dodatku piesza. Gęsiego polnymi drużkami i później kręta ulicą. Zmęczeni ale szczęśliwi tailiśmy do jedynego sklepu w wiosce. Wyglądał jak z czasów PRL-u. Pani sprzedawczyni również. Zabraliśmy nasze łupy i wróciliśmy na popołudniowe grillowano. Ludzie w pobliskich kempingach byli bardzo otwarci i wyrozumiali. Nikomu nie przeszkadzało granie na gitarze i słuchanie głośno muzyki. Wieczorami potrafili nawet  zbierać się w większym gronie i śpiewać razem przy ognisku. My uwielbialiśmy  grać w siatkówkę, na dużej słonecznej polanie. Wesoło wspominam kąpiele w drewnianym prysznicu. Woda leciała ze zbiornika nagrzewanego słońcem. Nie było oświetlenia i trzeba było pomagać sobie latarkami. W naszym kempingu było bardzo dużo miejsca. Gdy brakowało pomysłów na rozrywkę, wszyscy siadaliśmy na duzym łóżku i oglądaliśmy filmyna laptopie.

Nie odmówię sobie ponownego wyjazdu w to miejsce. W głowie mam obraz spokojnej osady, pełnej życzliwych ludzi. Przypomina mi się smak grilowanej karkówki i zapach ogniskowego dymu. Polecam wszystkim taką przygodę.

Międzyrzecz - mapa


Przewodniki



Galeria



Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji oraz w celu usprawnienia funkcjonowania witryn www.yougo.pl, korzystamy z technologii plików cookies. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowanie na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Dalsze korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
OK