Wakacje na dwóch kółkach: Karkonosze

Wakacje na dwóch kołach!

To były moje wakacje życia na dwóch kołach! Mnie i mojej drugiej połówce rower w tym  roku  szczególnie  towarzyszył  podczas  wakacyjnych  dni.  Każdy  wakacyjny  weekend wyglądał praktycznie tam samo - wypad na rower z ulubioną ekipą na pobliskie ścieżki. Ale w tym  roku  postanowiliśmy  spróbować  również  innych  kierunków.  Już  w  lipcu  rozpoczęliśmy nasze  zmagania  na  dwóch  kołach  po  nadmorskich  ścieżkach  ale  to  na  wyjazd  w  sierpniu czekaliśmy z największą niecierpliwością!

4  sierpnia  wyruszyliśmy  wraz  z  dwójką  przyjaciół  na podbój  szlaków  rowerowych  po Szklarskiej Porębie. Jak wiadomo to „rowerowa kraina” dla rowerzystów (1). Od razu po przyjeździe wybraliśmy się po mapę do miasta i rozpoczęliśmy planowanie tras na tygodniowy pobyt w Szklarskiej (2, 3).

Pierwszego  dnia  pogoda  za  oknem  była  wręcz  idealna, rześkie  powietrze  i bezchmurne niebo. Duże i odżywcze śniadanie, przygotowanie rowerów, plecaków i można ruszać!  Mieliśmy  swoją  mapę  i  wytyczoną  trasę,  jednak  już  na  początku  wyprawy  wynikły małe problemy z ogarnięciem drogowskazów i trzeba było wspomóc się tablicami z mapą (4).  Będąc  jedyną  dziewczyną  w  tym  czteroosobowym  górskim  teamie  wiedziałam,  że  nie będzie lekko i będę musiała włożyć dużo pracy nóg na tutejszych trasach - nie to co u nas - płaska  wielkopolska.  Chłopcy  postanowi  nieco  zmodyfikować  trasę  i  znaleźli  skrót  do naszego  docelowego  szlaku  (5).  Początkowo,  więcej  trzeba  było  prowadzić  rowery  niż  na nich jechać, ale to nas nie zniechęciło (6).  

Tego  dnia  naszym  docelowym  punktem  była  kopalnia  kwarcu  „Stanisław”.  Podczas podjazdu towarzyszyły nam piękne okoliczności przyrody – liczne kwiaty dzwoneczka (7, 8). Droga na kopanie wiodła głównie ścieżkami szutrowymi bywały momenty naprawdę ciężkie z licznymi  korzeniami  -  ale  to  w  końcu  góry.  Po  godzinnym  wdrapywaniu  się  cel  został osiągnięty  i  znaleźliśmy  się  na  wysokości  1 050  m  n.p.m.  Nagrodą  były  oczywiście  piękne widoki na otaczające góry! (9, 10)

Pogoda  w  górach  bywa  jednak  kapryśna,  zatem  wykonaliśmy  parę  szybkich  zdjęć  na pamiątkę, zjedliśmy energetycznego batona i należało się szykować do powrotu. Zjazd trwał tylko 15 minut po asfaltowej drodze ˘Po drodze natrafiliśmy na urokliwy zbiornik z wodą (11). Na liczniku wybił dopiero 15 kilometr zatem było nam zdecydowanie za mało jak na pierwszy dzień. Postanowiliśmy,  więc  odwiedzić  jeszcze  znajome  schronisko.  Pora  była  już  bardzo obiadowa, zatem przy okazji chcieliśmy to wykorzystać na posiłek u „Robaczka”. Szybki rzut na mapę i w drogę. Nie obyło się jednak bez niespodzianek. Na ostatnie 800 m przed celem ukazała  nam  się  tablica,  która  zaskoczyła  nas  wszystkich  (12)  -  nici  zatem  z  posiłku. Postanowiliśmy jednak nie zmieniać planów i dojechać do celu. Pamiątkowa fotka (13) i pora do domu. Oczywiście żeby nie było za nudno ten dzień nie skończył się dla nas tak szybko. W dodrze  powrotnej  2  rowery  miały  awarię.  Niestety  nie  pomogły  tutejsze  serwisy  rowerowe  i aby naprawić rowery i móc cieszyć się dalszym rowerowym urlopem trzeba było jechać aż do Jeleniej Góry. Miły Pan pomimo braku czasu zrobił je w godzinę!

Drugiego  dnia  zaplanowaliśmy  sobie  trasę  wg  schematu:  szlakiem  wodospadów. Zamierzaliśmy  odwiedzić  na  początku  wodospad  Szklarki  kończąc  na  w.  Kamieńczyk. Oczywiście  jak  to  z  nami  bywa  już  przy  wjeździe  do  lasu podjechaliśmy  w  górę  zbyt  daleko  (chyba  jesteśmy  zbyt wyrywni na rowerach ˘) i znaleźliśmy się po drugiej stronie rzeczki  Szklarka  (14)  i  niestety,  ale  nie  mogliśmy  znaleźć żadnej przeprawy na drugą stronę. Pojechaliśmy jednak przed siebie mając nadzieję, że zaliczymy chociaż drugi z wyznaczonych celów.

To  był  dzień  ostrych,  długich,  stromych  i  górskich podjazdów  (15).  Miejscami  droga  była  mokra  po nocnych  opadach.  W  przerwach  był  czas  na  szybki podgląd mapy (16, 17). Ciągle mijaliśmy liczne potoki (18). Wracając do naszego drugiego celu czyli, w. Kamieńczyk oczywiście  również  został  pominięty  -  przegapiliśmy zjazd a gdy byliśmy już na dole nie mieliśmy siły już na podjazd. W  tym  dniu  przejechaliśmy  wydawało  by  się,  że  tylko 26 kilometrów jednak był to prawdziwy sprawdzian naszej siły w nogach.

Po dwóch dniach wymagającego pedałowania po górskich szlakach postanowiliśmy trzeciego  dnia  wybrać  taką  trasę  aby  zbytnio  nie  wjeżdżać  w  lasy.  Wybraliśmy  trasę  w kierunku  Świeradowa  Zdroju.  I  to  był  bardzo  dobry  pomysł!  Ruszyliśmy  Drogą  Sudecką  z niezwykłą  atrakcją,  a  mianowicie  słynnym  Zakrętem  Śmierci  (19).   Jest  to  idealny  punkt widokowy na Karkonosze i Kotlinę Jeleniogórską (20).

Ruszyliśmy  dalej  drogą  asfaltową.  W  pewnym  momencie rozpoczęliśmy  prawie  10 kilometrowy  zjazd  w  dół!  Wymarzone  warunki  na  nasze zmęczone  łydki  a  z  każdą  prostą pokonywaliśmy  swoje  osobiste  rekordy  szybkości  ˘ Prawie  30  minut  ciągłego  zjazdu  i  już byliśmy w Świeradowie! Postanowiliśmy jednak nie wjeżdżać do miasta tylko odbiliśmy do lasu – to było jednak silniejsze od nas  ˘Już od samego wyjazdu przywitał nas urokliwy potoczek (21) a dalej mini wodospad (22, 23) wcześniejszego potoku rzeki Kwisy.

Krajobrazy  w  górach  zachwycają,  ale  należało  ruszyć dalej w drogę.  Rozpoczęliśmy wspinaczkę w kierunku domu ale już drogami leśnymi (24, 25).

Ostatnie  4  kilometry  jednak  nieźle  dały  się  nam  w  znaki  ,  czytaj  „nogi”. Chcieliśmy  skrócić  sobie  naszą  drogą  do  domu  i  wybraliśmy  do  tego czarny  szlak  rowerowy.  Wiedzieliśmy,  że  nie  będzie  łatwo,  nawet miejscowa Pani ze swojego ogródka już na samym początku uprzedziła nas,  że  to  dopiero  początek  ostrego  podjazdu  na  górę,  gdyż  szlak prowadzi  na  jej  drugą  stronę  (26).  Tak  jak  lubię  rower  i  ciągłe pokonywanie  swoich  słabości  tak  to  był  dla  mnie  moment, w którym miałam ochotę porzucić swój ukochany rower i podejść do domu pieszo. Dzięki  chłopakom,  którzy  dzielnie  mnie  dopingowali  i  dodawali  otuchy dojechałam do naszego apartamentu. To był ostatni dzień spędzony na rowerowym siodle. A nasza trasa została nazwana niezwykle oryginalnie- Duch Gór. Sami zresztą zobaczcie (27).

Następnego  dnia  odwiedziliśmy  pieszo  wszystkie  te  miejsca,  które  ominęliśmy  jadąc rowerem.  Zwiedziliśmy  wodospad  Szklarki  usytuowany  w  malowniczym  wąwozie  wśród pięknego  lasu  mieszanego  oraz  Kamieńczyk  -  najwyższy  wodospad  w  polskich  Sudetach, którego woda potoku Kamieńczyk spada trzema kaskadami z wysokości 27 m. (28, 29). Tego  dnia  pomiędzy wodospadami  poszliśmy również  na  spacer  w poszukiwaniu  bloku skalnego, który po  użyciu niewielkiej siły ludzkich nóg wprowadza  go  w  ruch wahadłowy.  Według legend zamyka dostęp do ukrytych  skarbów  (30). Droga  do  niego prowadziła  przez  czarny  szlak  rowerowy  -  byliśmy  pełni  podziwu  dla  tych  ludzi,  którzy  ją zaplanowali, gdyż czasem wiodła przez duże ilości korzeni czy innych przeszkód (31, 32, 33).

Jako, że był to wyjazd typowo rowerowy 9 sierpnia wczesnym rankiem pojechaliśmy do  Karpacza  by  wspólnie  móc  dopingować  jednego  z  naszych  kolegów  –  wszystke  te podjazdy w ciągu tygodnia były dla niego częścią treningu. W stolicy Karkonoskiego Parku Narodowego  odbywała  się  niepowtarzalna  impreza  -  Kross  Uphill  Race  Śnieżka.  To  już  24 edycja  tego  14  kilometrowego  wjazdu  na  szczyt  Śnieżki.  Tylko  raz  w  roku  można  tego dokonać  na  rowerze!  Kolega  Jakub  został,  więc  na  starcie  a  my  udaliśmy  się  czerwonym szlakiem dla pieszych na wysokość 1 602 m n.p.m. (34, 35, 36, 37).

Po niespełna dwóch godzinach byliśmy u stóp Śnieżki(38). Mieliśmy zatem ponad godzinę na to by na mecie powitać naszego kolegę. Szybkie  podejście  na szczyt  Śnieżki  (39),  ogrzanie ciepłą herbatą i zupą z frytkami - byliśmy gotowi powitać Kubę na mecie.

Nasz góral zameldował się na szczycie po godzinie  i 15 minutach co dało mu 62 miejsce w klasyfikacji  ogólnej!  Był  bardzo  zadowolony  z  wyniku,  gdyż  poprawił  go  od  poprzedniego wyjazdu (40, 41)

Tym  sukcesem  zakończyliśmy  nasze  rowerowe  wakacje  w  przepięknych okolicznościach  przyrody.  Pogoda  nam  dopisała,  bo  lepszej  nie  mogliśmy  sobie  wymarzyć podczas rowerowych zmagań. Większość  moich  znajomych  swój  urlop  spędziło  leniuchując  beztrosko  na  pięknej  plaży kapiąc się w przeźroczystej wodzie a wieczorami pijąc zimne wino. Może ja nie przywiozłam z tego  urlopu  pięknej  opalenizny.  Wróciłam  jednak  z  pięknymi  widokami  utrwalonymi  w pamięci  oraz  z  czymś  jeszcze  bardziej  cennym…  Dla  mnie  ten  wyjazd  wiele  rzeczy zweryfikował: moją siłę w nogach, pokorę i samozaparcie w dążeniu do celu. Wiele razy na podjazdach  miałam  ochotę  zejść  z  roweru  i  podjeść  na  nogach  parę  metrów  (aż  do pierwszego  wypłaszczenia),  jednak  ciągle  myślałam  o tym,  że  powinnam  pokonać  własne słabości i nie  marnując  miesięcy  treningów  spróbować  jednak  wjechać  na  rowerze  do końca!  Był  to  na  pewno  wyjazd  który  zapamiętam  na  dłużej,  a  przynajmniej  do  czasu następnej wyprawy w tak doborowym towarzystwie!

Z rowerowymi pozdrowieniami, Anka  

Tekst i zdjęcia: Anna Przybylska


Przewodniki



Galeria



Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji oraz w celu usprawnienia funkcjonowania witryn www.yougo.pl, korzystamy z technologii plików cookies. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowanie na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Dalsze korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
OK