Bałkańskie wakacje: Słowenia, Chorwacja, Bośnia i Hercegowina.

Od zawsze uwielbiamy z mężem spędzać nasz wolny czas w podróży, czy to na krótkich wycieczkach czy na większych wyprawach w nieznane nam miejsca. Kiedy w naszym życiu pojawiły się dwie nasze córeczki często spontaniczny wypad zamieniliśmy na taki bardziej zaplanowany z wcześniejszym przefiltrowaniem nowej okolicy pod kątem atrakcji dla naszych maluchów. Od tej pory podróżowanie jest naszą wspólną pasją.

W tym roku wybraliśmy się na małą objazdówkę po Słowenii, Chorwacji, gdzie zaplanowaliśmy dłuższy odpoczynek oraz po Bośni i Hercegowinie. Częścią logistyczną naszej wyprawy zajęłam się ja. Tata był pierwszym kierowcom a nasze córki umilały nam czas nie pozwalając zasnąć naszej czujności ani na chwilę – robiły to znakomicie.

Pierwszy etap naszej trasy przebiegał przez Czechy i Austrię. Drogą pnącą się wśród majestatycznych gór przekroczyliśmy granicę ze Słowenią i po około 11 godzinach spędzonych w samochodzie dojechaliśmy do Bledu. To górskie miasteczko, położone nad malowniczym jeziorem o tej samej nazwie z górującym nad jego brzegiem zamkiem było naszą bazą wypadową na kolejne trzy dni. Sam Bled jest uroczym miejscem dlatego od niego rozpoczęliśmy poznawanie tego skrawka Słowenii – Górnej Krainy. Zdjęcie nr 1.

Nasze pierwsze kroki zaraz po rozpakowaniu się w pensjonacie skierowaliśmy nad jezioro by nacieszyć oczy tę piękną scenerią, przyjrzeć się malowniczym Alpom Julijskim, które nad nim górują oraz małej wysepce z klasztorem umiejscowionej na nim. Wyspę tę wraz z klasztorem można zwiedzać, wystarczy tam dopłynąć m. in. pletną – starą, tradycyjną łodzią. My tego popołudnia spacerowaliśmy promenadą wzdłuż jeziora w kierunku Blejskiego Gradu – zamku obronnego położonego niczym wielkie gniazdo na skale zawieszonej nad taflą jeziora. Z zamkiem w tle zjedliśmy pyszne lody, dziewczynki nakarmiły kaczki oraz łabędzie i wróciliśmy pod wieczór do apartamentu. Zdjęcie nr 2.

Malowniczy wąwóz Vintgar, najbardziej rozpoznawalna atrakcja przyrodnicza tego rejonu był celem naszej wycieczki kolejnego dnia. Słonko świeciło od rana więc szybko udaliśmy się do wsi Podhom. W tej małej, górskiej wsi znajduje się jedno z wejść do wąwozu. Zdjęcie nr 3.

Wąwóz zachwyca od samego początku więc naprawdę warto tutaj się wybrać (wstęp
do wąwozu jest płatny). Spacer po kładkach zawieszonych nad rwąca rzeką Radovna zrobił wrażenie na każdym z nas. Zdjęcie nr 4.

Dziewczynki były zafascynowane schodkami, drewnianymi kładkami, pomostami, kamykami, skałami i bulgoczącą pod nimi wodą. Spacer w jedną stronę z licznymi postojami zajął nam ponad godzinę ale można by tu zostać dłużej. My nasz spacer zakończyliśmy przy pięknym wodospadzie Sum, gdzie zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia i tę samą drogą udaliśmy się w kierunku samochodu. Mimo, że szlak ten sam widoki inne, jednak równie piękne i urzekające. Zdjęcie nr 5.

Ponieważ dzień się jeszcze nie kończył a pogoda nadal nam sprzyjała wybraliśmy się na objazdówkę wokół jeziora. Podziwiamy przez okna samochodu urokliwe krajobrazy szukając parkingu by choć na chwilkę tutaj przystanąć i udać się na krótki spacer. Niestety parkingi zapełnione pojechaliśmy więc na „naszą” stronę jeziora. Po powrocie i późnym obiedzie zjedliśmy jeszcze obowiązkowo pyszne lody i poszliśmy na spacer wzdłuż jeziora, ze względu na pogodę był to bardzo przyjemny spacer, ostatni tego dnia.

Rano obudził nas deszcz ale on nie przeszkodzi nam w poznawaniu tego pięknego kraju. Poczekaliśmy tylko aż troszkę osłabnie i ruszyliśmy na zamek Blejski Grad. Zdjęcie nr 6.

Ubraliśmy kurtki przeciwdeszczowe, spakowaliśmy małe przekąski i pojechaliśmy. Sam zamek robi duże wrażenie za zwiedzających -  zachowany w całości, w bardzo dobrym stanie pozwala wczuć się w atmosferę minionych wieków. Widoki z jego dziedzińca i wyższych partii zapierają dech – im wyżej tym piękniej. Widać całe jezioro, wyspę, zielone łąki oraz góry. Chodząc po zamku można zajrzeć w różne jego zakątki a także zobaczyć trwającą w zamkowym muzeum wystawę. Lubię zamki za ich przeszłość i tajemniczość. Dziewczynkom także się tutaj podobało, głównie ze względu na schody pnące się coraz wyżej. Nasz wzrok i refleks musiał być cały czas
na wysokich obrotach by nam dzieciaki z zamku nie pospadały. Zdjęcie nr 7.

Mimo zachmurzonego nieba nie chcieliśmy jeszcze wracać na kwaterę. Jezioro Bohinjsko oddalone jest od Bledu o jakieś 20 km więc po pół godzinie spędzonej w samochodzie spacerowaliśmy już brzegiem tego jeziora. Jego okolice są spokojniejsze niż lepiej nam znanego Bledu - mniej ludzi, hałasu, mniej zabudowy, więcej zieleni a góry jakby bliżej. Nie przyjechaliśmy tutaj jednak by tylko spacerować brzegiem jeziora dlatego po szybkim obiedzie z widokiem na jezioro udaliśmy się do Ukanc, małej górskiej wioski znajdującej się na samym jego końcu, na terenie Triglavskiego Parku Narodowego. Zdjęcie nr 8. i nr 9.

Naszym celem był malowniczy wodospad Savica, do którego trzeba się trochę po wspinać po schodach. Zdjęcie nr 10.

Dojazd do schroniska Dom Savica, spod którego wychodzi szlak do wodospadu prowadzi krętą, wąską drogą. Jazda jednak jest spokojna i bezpieczna. Pod schroniskiem jest parking, gdzie można zostawić samochód i udać się do kas biletowych. Kupiliśmy zatem bilety i ruszyliśmy w górę … Zdjęcie nr 11.

Dziewczynki po raz pierwszy widziały takie zjawisko przyrodnicze więc były zachwycone. Ciężko oderwać im wzrok od wody, która z hukiem spada w dół do rzeki a później do jeziora.
        
        
W nocy opuściliśmy Słowenię i ruszyliśmy do Chorwacji. Za naszą bazę wybraliśmy Tucepi, małe spokojne nadmorskie miasteczko. Dla dzieci raj – plaża i ciepłe morze no i zrelaksowani rodzice. Jednak dłuższe plażowanie nas nudzi więc czas w Chorwacji spędziliśmy w dwojaki sposób. Była i plaża i wycieczki po najbliższej okolicy a także tej troszkę dalszej - odwiedziliśmy Split, Omiś oraz perłę Adriatyku czyli Dubrownik. Zdjęcie nr 12. i nr 13.

Leżąc na plaży w Tucepi spoglądaliśmy na majestatyczny masyw Biokovo i wioski, które przycupnęły na jego przedpolu. Postanowiliśmy wdrapać się do jednej z tych wiosek. Za cel wybraliśmy Podstup – małą, opuszczoną górską wieś. Za plecami mieliśmy cały czas morze a przed sobą opustoszałe mury zniszczonych domów. Zdjęcie nr 14. i nr 15.

Dziewczynki dzielnie maszerowały w górę a później biegały po wiosce zaglądając w każdy jej kąt. Kiedyś to tutaj toczyło się życie a teraz jego centrum znajduje się na wybrzeżu. Jeśli jednak ktoś pragnie spokoju i chwili relaksu oraz małego wysiłku zachęcamy do odwiedzenia tych małych wiosek. Jest ich tutaj więcej – mapa z IT pomoże się rozeznać w ich położeniu. Zdjęcie nr 16. i nr 17.

Wycieczkę do Splitu planowaliśmy już od pierwszego dnia naszego pobytu w Chorwacji aż w końcu udało nam się tam dotrzeć. Jechaliśmy malowniczą trasą wzdłuż wybrzeża i po około godzinie drogi zaparkowaliśmy przy samym Muzeum Morskim (parking jest bezpłatny choć trzeba czasem poczekać na wolne miejsce). Zdjęcie nr 18. i nr 19.

Głównym zabytkiem i zarazem atrakcją turystyczną Splitu jest pałac Dioklecjana. A raczej ruiny tego co po nim pozostało. Patrząc jednak na zdjęcia jak wyglądał kiedyś w latach swojej świetności można się zachwycić i z uznaniem pomyśleć o budowniczych tego obiektu. To co pozostało z pałacu także pozwala nacieszyć oczy i daje obraz tego jak było. Spacerowaliśmy uroczymi, wąskimi uliczkami pałacu zaglądając na pozostałości dziedzińca oraz zabudowań mieszkalnych. Zdjęcie nr 20.

I tak doszliśmy do portu, gdzie dziewczynki pobiegały na nadmorskiej promenadzie z zachwytem spoglądając na olbrzymie statki. Po obiedzie w małej restauracji na jednej z uliczek udaliśmy się na rynek Splitu gdzie polecamy pyszne lody. Zdjęcie nr 21. i nr 22.

Wracając ze Splitu zatrzymaliśmy się w nadmorskim miasteczku z górującym nad nim zamkiem czyli Omisiu. Przez to pirackiego miasteczko przepływa bardzo malownicza rzeka Cetina – kto lubi spływy z dużą ilością adrenaliny powinien bliżej przyjrzeć się temu miasteczku. Po kamiennych schodach udaliśmy się na wycieczkę w kierunku zamku skąd mieliśmy widok na czerwonego dachy Omisia. Zamku tym razem nie zdobyliśmy odbyliśmy za to ciekawy spacer z pięknymi widokami w tle. Zdjęcie nr 23. i nr 24.

Będąc tak blisko Dubrownika nie darowalibyśmy sobie gdybyśmy i tutaj nie zajrzeli. Zostawiliśmy go sobie jednak na koniec czyli naszą trasę do Bośni i Hercegowiny zaplanowaliśmy tak by przejeżdżać przez Dubrownik. Wstaliśmy wcześnie rano, zapakowaliśmy samochód i jeszcze po ciemku ruszyliśmy na południe. Po drodze mijaliśmy nadmorskie miejscowości, samotne wyspy i wysepki a w tle mieliśmy malownicze góry. Zdjęcie nr 25.

W Dubrowniku zaparkowaliśmy ok. 7 minut od Starego Miasta (na dużym podziemnym parkingu) usianego średniowiecznymi zabytkami i ruszyliśmy na spacer jego śliskimi chodnikami. Zdjęcie nr 26. i nr 27.

Dubrownik zasłużenie nosi miano Perły Adriatyku. Jest cudowny na każdym kroku – romantyczne zaułki, wąskie uliczki, piękne kamienice. Mieliśmy szczęście bo w czasie naszego zwiedzenia nie było morza turystów ani ulicznych artystów. W miarę spokojnie podziwialiśmy uroki tego miejsca. Dubrownik to miasto portowe więc musieliśmy dojść i tutaj. W porcie napotkaliśmy wielu oferujących różnorakie rejsy po zatoce. Szkoda, że nasz plan na dziś jest tak napięty po chętnie popłynęliśmy w rejs. Zdjęcie nr 28.

Zeszliśmy trochę z utartego szlaku wzdłuż uliczek miasta i wdrapaliśmy się
na mały plac górujący nad miejskim targiem by choć troszkę poczuć się jak na murach miejskich otaczających to miasto. Plac ten trochę odstawał od wizerunku Starego Miasta – bardzo zaniedbany i brudny. Widoki jakie się z niego roztaczały były jednak zachwycające. Zdjęcie nr 29. i nr 30.

Naszym następnym celem był już Mostar, bardzo urokliwe miasteczko w Bośni i Hercegowinie. Po rutynowej kontroli na granicy byliśmy już w tym pięknym kraju, który zachwyca od samego początku. Nasze humory jedynie psuły ciężkie chmury, które widzieliśmy przed sobą. Niestety tak bardzo padało, że musieliśmy zjechać na pobocze by przeczekać ulewę. Szybko zweryfikowaliśmy nasze plany i udaliśmy się prosto do Mostaru rezygnując z innych atrakcji tego rejonu Bośni i Hercegowiny. W końcu z dużym opóźnieniem dotarliśmy do naszego apartamentu (zarezerwowany jeszcze w Chorwacji). Wszystko było super tylko pogoda nie ta. Włożyliśmy zatem kurtki przeciwdeszczowe i ruszyliśmy na Stare Miasto. Mostar dzieli się na część muzułmańską i chorwacką co widać na każdym kroku. Zdjęcie nr 31.

Tę granicie w środku miasta wyznacza rzeka Neretva, na której znajduje się jedna z największych i najbardziej rozpoznawalnych atrakcji tego miasta czyli Stary Most. Most został zniszczony w czasie ostatniej wojny a w 2004 roku ponownie odbudowany i przyciąga tłumy turystów. Zdjęcie nr 32.

Odpowiada nam klimat tego miasta – urocze uliczki, pełne straganów z różnościami, uśmiechający się ludzie zaczepiający nasze dziewczynki. Od jednej pani dziewczynki w darze (tak nazwała to pani) dostały po bransoletce. Były bardzo szczęśliwe. Pani pieniążków nie chciała więc kupiliśmy jeszcze dwie. Pani się ucieszyła tak samo jak nasze dzieci :) Po bardzo pożywnej obiadokolacji wróciliśmy do apartamentu licząc na ładniejszą pogodę dnia następnego.

Zaraz po przebudzeniu spojrzeliśmy w okno. Nie pada, jednak prognozy pogody zapowiadają burze i ulewy. Z wielkim niedosytem postanowiliśmy, że dziś opuszczamy Mostar i jedziemy dalej w kierunku Jajce. Jak pogoda pozwoli zatrzymujemy się i zwiedzamy – taki był plan :) Po raz kolejny spakowaliśmy auto zostawiając go pod okiem naszych gospodarzy i ruszyliśmy na ostatni spacer po Mostarze. Dziewczynki wzdychały i biegały za kotami wylegującymi się przed małymi sklepikami a my w tym czasie zrobiliśmy zapasy pysznego pieczywa w pobliskiej piekarni i apetycznych owoców na targu na dalszą drogę. Około 13.00 ruszyliśmy w dalszą drogę. Początkowo jechaliśmy wzdłuż malowniczej rzeki Neretvy, która urzeka swoim kolorem. Kręta droga prowadziła nas wśród gór wzdłuż malowniczej rzeki, coraz wyżej i wyżej. Zdjęcie nr 33.

Widoki za oknem niesamowite – sielskie, zielone krajobrazy oraz maleńkie wioski wśród gór. Dziewczynki usnęły a my mimo brzydkiej pogody zatrzymywaliśmy się co jakiś czas by uchwycić te chwile i miejsca. Na obiad zatrzymaliśmy się w małej restauracji pełnej ludzi w okolicach Jablanicy słynącej z jagnięciny. Obiad pychota. Nawet nasze niejadki się najadły
i bardzo im smakowało. Zdjęcie nr 34.

Po sycącym obiedzie udaliśmy się na krótki spacer po okolicy a ponieważ znów zaczęło padać szybko ruszyliśmy w dalszą drogę. Zdjęcie nr 35.

Dalsza droga także obfitowała w ujmujące widoki sielskości i spokoju. W nocy wjechaliśmy do Chorwacji i przez krótki odcinek Słowenii, Austrię i Czechy wróciliśmy do domu. Nasze tegoroczne wakacje dobiegły końca.
        
Spędziliśmy cudowne, wspólne chwile w pięknych miejscach. Był czas odpoczynku, czas zwiedzenia i poznawania nowych miejsc. Słowenia ujęła nas swoją przyrodą - pięknymi i sielskimi widokami, malowniczymi górami oraz uroczymi i bardzo zadbanymi wioskami. Mimo swojego niewielkiego rozmiaru ma wszystko czego potrzeba na udane wakacje. Chorwacja, znana większości nie potrzebuje specjalnej reklamy. Polecamy jednak zejść z plaży czy promenady
i rozejrzeć się wokół albo … w górę. Tam też jest wiele ciekawych rzeczy do zobaczenia. Bo Chorwacja to nie tylko morze ... W Bośni i Hercegowinie nie spędziliśmy za dużo czasu a zasługuje ona na głębsze poznanie. Mimo trudnej historii, zaniedbań, zniszczeń wojennych widocznych jeszcze na każdym kroku ma ona wiele do zaoferowania. Imponujące góry, sielskie wsie, urocze miasteczka naznaczone historią a nawet skrawek morza. Nas Bośnia urzekła od pierwszej chwili i jesteśmy pewni, że tam wrócimy na dłużej ...

Tekst i zdjęcie: Magda Dyszy


Przewodniki



Galeria



Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji oraz w celu usprawnienia funkcjonowania witryn www.yougo.pl, korzystamy z technologii plików cookies. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowanie na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Dalsze korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
OK