Spontaniczne wakacje: Trogir - Chorwacja

Wycieczka do Trogiru położonego na Chorwacji była czymś czego sama najmniej spodziewałam się w minione wakacje. Nie planowałam ich, wiadomo- budżet studencki jest dość ograniczony, a wakacje dla większości żaków są czasem na pracę. Tak też było ze mną. Jednak przyszedł wrzesień, czas na odpoczynek. Planowałam jak zawsze- grzyby z tatą, koszenie ogródka, pomoc mamie w robieniu przetworów na zimę, wypad ze znajomymi na piwo, góry, kino, czyli typowe wakacje „w domu”. Wszystko zmieniło się gdy stara znajoma z podstawówki dodała wpis na słynnym portalu społecznościowym: „Ktoś chętny na wczasy w Chorwacji? Potrzebujemy piątej osoby do auta!”. Raz kozie śmierć, pomyślałam. JADĘ!

Planowanie, winiety, waluty… czy starczy mi kasy?
Gdy euforia związana z faktem, iż po dłuższej przerwie w końcu gdzieś się ruszę zaczęła opadać, pojawiły się pytania. Ile to będzie kosztowało? Czy starczy mi pieniędzy? Gdzie będziemy spać? Jaka tam jest waluta? Co będziemy zwiedzać?  I.. czy będzie pogoda ? 

Wyjazd planowo rozpoczynał się 1 września, a kończył 8 września. Mieliśmy zatem tydzień beztroskiej zabawy w towarzystwie szumiącego morza i kamienistych plaż. Z naszych obliczeń na noclegi, benzynę i „kieszonkowe” powinniśmy przeznaczyć maksymalnie 800 zł. Tego się trzymałam i odłożyłam odpowiednią kwotę. Nocleg mieliśmy zapewniony w pensjonacie niedaleko centrum. Dwa pokoje, łazienka i kuchnia łączona z salonem z dostępem do balkonu. W cenie wynajmu było uwzględnione także WiFi. Lokalizacja wyśmienita- tylko pięć minut do najbliższej plaży. Czego chcieć więcej? Walutą okazała się Kuna, postanowiliśmy wymienić ją na miejscu, w Trogirze, jak się później okazało- najlepsze kantory w mieście znajdowały się nie obok starówki a raczej od strony targowiska.

W planach mieliśmy zwiedzanie okolicy, starego miasta, szukanie plaż, oraz wycieczkę na Split.
Ready? Go! ?
Na Chorwację wyruszyliśmy w nocy z niedzieli 31 sierpnia na 1 września 2014 roku, kierowca wyposażony w napoje energetyczne szarżował przez deszcz po wąskich słowackich drogach, później ruszyliśmy na Budapeszt, który prezentował się pięknie z oświetlonym parlamentem, i tak aż do granicy. Szczerze mówiąc, nie poleciłabym komuś podróżowania w tak dalekie miejsce nocą. Nie mieliśmy łatwej pogody, padał deszcz, droga była śliska, a na Słowacji dosłownie poszliśmy  na karkach oddech podążających za nas tirów. Z kilkoma drzemkami jechaliśmy niespełna 14 godzin. Dla porównania w drogę powrotną wyruszyliśmy przed szóstą rano i w domach byliśmy jeszcze przed 19, jechało się o wiele bardziej przyjemnie i pewnie.

Deszczowe powitanie
Ku naszej rozpaczy wszelkie prognozy pogody zawiodły. Gdy tylko wysiedliśmy z auta w Trogirze dopadła nas burza i rzęsisty deszcz. Lecz co to dla nas, bandy studentów spragnionych wakacji i plażowania? Odświeżyliśmy się po podróży, coś zjedliśmy i w strugach deszczu poszliśmy zobaczyć pierwszy i ostatni raz w ciągu wyjazdu- opustoszały Trogir. I muszę szczerze przyznać- już wtedy podbił moje serce!

Odkrywamy Trogir
 Gdy następnego ranka obudziliśmy się, nie mogliśmy uwierzyć w to, co działo się za oknem. Świeciło słońce. Zza chmur wyłoniły się pasma gór, widać było port i wieżyczki kościołów, czerwone dachy miejscowych domów wraz z ich murami.. Zmiana krajobrazu obudziła w nas optymizm, że może jednak nie będzie padać cały czas, więc żeby nie tracić czasu szybko pozbieraliśmy nasze manatki i pobiegliśmy na plażę! ? I tak było już codziennie, poranna kawa, szybkie śniadanie, wędrówka na plażę, później wieczorne zwiedzanie miasta i targu, na którym unosił się specyficzny zapach lawendy. Handlarki zachęcały do kupowania świeżych fig, wszystko kusiło zapachem, kolorem. Złota oliwa z oliwek panoszyła się na kamiennych stoiskach w butelkach po whiskey, z konarach drzew znajdujących się przy targowisku zwisały warkocze czosnku, kiście świeżych winogron, banany, soczyste, czerwone pomidory, papryka, arbuzy i daktyle. Obok w budkach z pieczywem można było znaleźć różnego rodzaju bułeczki i pizzety, oraz okrągłe chlebki przypominające nieco nasze podpłomyki, jednak z mąki kukurydzianej. Gdzie indziej stoiska z serami, których można było skosztować. Skusił mnie osobiście pewien ser kozi z tamtych okolic- doskonale komponuje się z czerwonym, wytrawnym winem i winogronami! To smak Trogiru. Dla tych, którzy nie wiedzą- Trogir z łac. Traugurium to tzw. kozia wieś. Być tam i nie spróbować sera koziego to tak jak być w Nowym Targu i nie uraczyć się lodami z rynku. Grzech! Naprzeciwko targowiska w kamiennym i dość przysadzistym budynku znajdował się sklep rybny. Również tam handlarze zachęcali do zakupienia towarów- tym razem owoców morza i ryb. Zawsze świeżych i z pewnego źródla. Tak poznawaliśmy smaki i zapachy Trogiru. To miasto w pewnym sensie zawładnęło nami, byliśmy zauroczeni wąskimi uliczkami, budynkami z białego marmuru, atmosferą spokoju, pysznymi lodami i przyjaznymi ludźmi. Kilka razy miałam okazję rozmawiać z handlarkami na targu, z panem z portu, i innymi miejscowymi. Muszę przyznać- są bardzo otwarci na nas, turystów.

Jednym z naszych celów był także Split. W Trogirze można spotkać się z wieloma ofertami miejscowych biur podróży, statków, tzw. „tramwajów wodnych”. Nasza piątka zdecydowała się udać do Trogiru właśnie jednym z takich tramwajów wodnych- koszt przejazdu w jedną stronę to 24 Kuna czyli ok. 12 zł. Żadne pieniądze! ? Droga była przyjemna, dość szybko dotarliśmy na miejsce. Zwiedziliśmy miasto, centrum z częścią zabudowań Pałacu Dioklecjana, którego forum zostało zamienione w restaurację. Dość ciekawe miejsce do wypicia kawy. Pogoda była wspaniała, dlatego chcieliśmy ją jeszcze trochę wykorzystać. Po przejściu uliczkami Splitu ruszyliśmy w poszukiwaniu plaży. Ta najbliższa znajdowała za portem, w jednej części można było znaleźć nawet piasek, ale było bardzo tłoczno, więc zdecydowaliśmy się jednak na twardy beton położony nad morzem. Nie było tam zbyt wygodnie, ale też nie było najgorzej. Po powrocie ze Spilitu musieliśmy powoli zająć się pakowaniem rzeczy.. niestety- wszystko co dobre, szybko się kończy. Wakacje w Trogirze były niesamowitą przygodą, z dnia na dzień kochaliśmy to miasto coraz bardziej. Sprzyjała ku temu miła atmosfera i kochany bard, grający na gitarze chorwackie ballady miłosne…

Tekst i zdjęcia: Emilia Zięba

Mapa: Trogir - Chorwacja


Przewodniki



Galeria



Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji oraz w celu usprawnienia funkcjonowania witryn www.yougo.pl, korzystamy z technologii plików cookies. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowanie na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Dalsze korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
OK