Bułgaria

Pomysł na wyprawę do Bułgarii pojawił się, jak zwykle w przypadku wyjazdów, nieoczekiwanie, kiedy tylko w kieszeni znalazły się fundusze pozwalające na taki wypad. Zamiast długich wieczornych rozmów na temat wyższości Złotych Piasków nad Słonecznym Brzegiem, kurortów nadmorskich nad Morzem Czarnym, oferujących oprócz czystych plaż i ciepłego morza socrealistyczną zabudowę, jednogłośnie wybraliśmy inne warte zwiedzenia atrakcje Bułgarii. Celem podróży miały być góry Riła i Pirin, zaplanowaliśmy też krótkie wizyty w Sofii i mniejszych, urokliwych zakątkach zachodniej części tego kraju.

Termin wybrał się sam, był to wrzesień, najlepszy miesiąc na wyjazdy, jaki tylko można sobie wymarzyć. I tak, szybko pakując się do samochodu, 20 września 2010
o godzinie 18.30, po niespełna 27-godzinnej (!) nieustającej podróży dotarliśmy, z przygodami (a jakże! J), do miejsca zaplanowanego jako początek bułgarskiej trasy. Niespodzianki, jakie przytrafiły się nam po drodze, wynikały oczywiście  z przemyślanych i świadomych, jak nam się wtedy zdawało, działań logistycznych, podjętych przed wyjazdem.

Trasa, jaką obraliśmy, co tu dużo mówić, nie okazała się najszczęśliwszą. Przejazd przez Słowację i Węgry odbył się gładko, jednak, kiedy tylko wjechaliśmy na teren, skądinąd ukochanej przez nas, Rumunii prędkość poruszania się spadła do jakichś 30 km/h. Brawo dla Rumunii, że remontuje drogi - ale żeby od razu wszystkie?! Ilość zwężeń, dziur i wyskakujących na drogę psów, przekroczyła wszelkie unijne normy. Na swoje usprawiedliwienie, do pewnego etapu mieliśmy twardy argument w ręku, a mianowicie mniejszy koszt winiet na terenie Rumunii niż na autostradach Serbii, którą mogliśmy wybrać jako drugi wariant trasy.

Nasze złudne nadzieje na tanią podróż prysły w momencie, kiedy po uporaniu się ze wszystkimi robotami drogowymi dotarliśmy do miejscowości Calarasi, gdzie czekała nas przeprawa promowa przez Dunaj. Pomińmy już fakt, że ilość aut, jaka powinna zmieścić się na pokładzie promu to około dziesięciu, bo faktycznie weszło co najmniej dwadzieścia kilka, łącznie z tirami. W dodatku opłata za tak komfortową przeprawę wyniosła 42 euro. Dla porównania, podróż powrotna wygodnymi autostradami, tym razem przez Serbię, kosztowała naszą ekipę 14 euro.

Te trudności nie zniechęciły nas jednak i kiedy w końcu dotarliśmy do miejscowości Samokov, pełni entuzjazmu do zwiedzania i wędrowania po górach, zaszyliśmy się w hotelu (witającym tradycyjną bułgarską gościnnością - dla nas przejawiającą się głównie atrakcyjnymi cenami), planując następny dzień.

Riła to najwyższy na Półwyspie Bałkańskim masyw górski. Najwyższym szczytem jest Musała, która wyrasta na wysokość 2925 m n.p.m. To właśnie ten szczyt wybraliśmy jako pierwszy punkt naszej przygody z górami Bułgarii. Przejście jest łatwe, rozpoczyna się od bardzo łagodnego trawersu i stopniowo pnie się w górę. Po drodze na szczyt można znaleźć chatę górską. Z daleka wygląda jak wielki kompleks turystyczny z kilkoma budynkami. Dopiero przy „bliższym poznaniu” okazuje się, że największy budynek ma okna zabite deskami, kolejny to ruina, a czynna jest wyłącznie mała, drewniana chatka.

Schroniska w górach Riła są bardzo gościnne i wyposażone w podstawowe produkty niezbędne turyście. Te, znajdujące się na szlaku na Musałę, są dobrze zaopatrzone, bo tak naprawdę góra należy do łatwych i przyjemnych. Termin naszej wędrówki na najwyższy szczyt Bałkanów przypadł w niedzielę, dlatego też wychodziliśmy na górę w towarzystwie rodzin z dziećmi i innych nieco przypadkowych turystów. Z tego względu czuliśmy się nieco rozczarowani, ponieważ liczyliśmy  na  bardziej samotną i spokojną wędrówkę. Rekompensatą były wspaniałe widoki i piękna pogoda. Po drodze mijaliśmy pasące się konie, a ze szczytu roztaczał się widok godny zapamiętania.

Początkowe plany zakładały dalszą wędrówkę w stronę bardziej dziewiczych szczytów połączoną ze spaniem w opuszczonych chatach, bez żadnych udogodnień. Musieliśmy je jednak zmodyfikować ze względu na małe problemy techniczne powstałe podczas wyjścia. Dlatego też postanowiliśmy wrócić do miejsca, z którego rozpoczynaliśmy wędrówkę, a była nim górna stacja kolejki ze schroniskiem Yestrebetz. Kolej wywozi
tu turystów na wysokość 1350 metrów, a podróż rozpoczyna się z miejscowości Borowec. Schronisko Yestrebetz jest godne polecenia - bardzo dobre warunki, pyszne jedzenie i piękny wschód słońca w bardzo niskiej cenie kilkunastu lewów.

Kolejny dzień rozpoczęliśmy od postoju w miejscowości Stob, skąd udaliśmy się
na spacer trasą turystyczną biegnącą do bardzo ciekawych form skalnych zwanych Stobski piramidi. Miękki piaskowiec ukształtowany słońcem, wiatrem i wodą tworzy tu przeróżne kształty na czele z iglicami. Wrażenie potęgują kolory piaskowca – żółte, pomarańczowe, czerwone i brązowe.

Następnie zwiedziliśmy Monastyr Riłski, największy zespół klasztorny w Bułgarii. Klasztor został wpisany na listę zabytków UNESCO i stanowi miejsce święte dla Bułgarów, symbol prawosławia. Położony w leśnej dolinie, otoczony górami, wyrasta ogromy kompleks ozdobiony kolorowymi malowidłami. Wnętrze zostało bogato ozdobione freskami, jednak największe wrażenie robi rozległy dziedziniec otoczony arkadami. Monastyr Riłski stanowi mieszankę przepychu z prostotą i zasługuje na znalezienie się na trasie podczas podróży po Bułgarii.

Spokojny, wręcz kontemplacyjny, dzień w monastyrze spowodował chęć powrotu na szlak górski. Tym razem nasza trasa biegła do Doliny 7 Jezior. Szlak rozpoczyna się w dolinie, zaraz przy Monastyrze Riłskim. Dla tych z Was, którzy będą planowali wyjazd w góry Bułgarii, warto wspomnieć, że szlaki górskie są bardzo dobrze oznaczone, w dokładnie taki sam sposób jak u nas w Polsce, jednak znalezienie wejścia na szlak dostarcza nieraz nie lada problemów. Na styku przecinających się różnych kolorów tras również bywa kłopotliwie, ponieważ o ile oznaczenie na samym szlaku jest wyraźne, to tabliczki kierujące np. na dany szczyt są zazwyczaj zupełnie nieczytelne z powodu rdzy.

Niebieski szlak biegnący od monastyru rozpoczyna się żmudnym, czterogodzinnym podejściem, które nie zakłada za bardzo możliwości trawersowania zbocza, jednak dzięki temu, szybko zyskuje się wysokość. Największej radości podczas podchodzenia pod górę dostarczają roztaczające się co kawałek nowe widoki i malejący zarys Monastyru Riłskiego. Po osiągnięciu przełęczy wkroczyliśmy na piękny pod względem roztaczających się widoków, czerwony szlak biegnący przez Malak Mermer, Dodov Vrah i Damgę do przełęczy Razdela. Zaletą trasy do Doliny Siedmiu Rilskich Jezior od tej strony jest niespodziewanie otwierający się fantastyczny widok na jeziora polodowcowe, których lazurowy kolor najlepiej podziwiać właśnie najpierw z góry, a potem każdego z osobna, spacerując szlakiem wytyczonym między nimi. 

Dzień zakończyliśmy odpoczynkiem w schronisku Rilski Ezera (miejsce w pokoju wieloosobowym kosztowało nas 13 lewów). Rano zeszliśmy na parking znajdujący się przy dolnej stacji kolejki i stamtąd skierowaliśmy się w stronę kolejnego monastyru.

Monastyr Rożeński położony jest niedaleko granicy z Grecją. Od Riłskiego odróżnia go skromny dziedziniec z pnącą się po drewnianych belkach winoroślą i małych rozmiarów cerkiew. W pobliżu klasztoru położony jest Mełnik, najmniejsza miejscowość Bułgarii z trzystoma mieszkańcami, która leży w wąskiej dolinie otoczona z dwóch stron wysokimi ścianami piaskowca zwanymi Melnickimi piramidami. Warto zajrzeć do miasteczka ze względu na zabudowę, ale nie tylko, bo Melnik sławny jest także z tytoniu i dobrego wina, które można tu kupić za przystępną cenę.  Za plastikową butelkę lokalnego specjału „bogaty turysta” zapłaci ok. 3 lewa, co daje około 6 zł. Dla miejscowych ceny są jeszcze bardziej atrakcyjne. 

Kolejnym punktem do odwiedzenia według naszego planu podróży miały być góry Pirin, jednak po dotarciu do największego kurortu narciarskiego Bansko okazało się, że nastąpiło pogorszenie pogody, które opóźniłoby nasze wyjście na szlak. W związku z tym zdecydowaliśmy o zmianie planów i udaliśmy się do Sofii. Niestety Pirin nie został odkryty, ale czeka na swój czas w terminarzu przyszłych wypraw.

Sofia, najwyżej usytuowana stolica Europy, jest miastem o pięknym położeniu wśród pasm górskich Starej Płaniny, gór Lulin, Płana, Łozenskich i Witoszy. Oprócz dogodnego położenia, górskiej wody płynącej z kranów i bliskości stoków narciarskich nie robi jednak większego wrażenia. Licząca ponad milion mieszkańców Sofia wydaje się pustym i smutnym miastem. Zabawnym doświadczeniem jest objazd obwodnicą stolicy, która na mapie prezentuje się niczym doskonały okrąg okalający mury miasta, jednak w rzeczywistości jest dwukierunkową, kiepskiej jakości jezdnią z jednym pasem ruchu. Do tego obwodnica jest nieoświetlona i praktycznie bez wyrysowanych pasów (doświadczenie godne przeżycia przez każdego kierowcę, zwłaszcza w nocy i przy sporym ruchu). 

W centrum miasta możemy zobaczyć okazałe cerkwie odznaczające się w zabudowie miasta złoceniami kopuł i przepychem. Do najważniejszych z nich należą sobór św. Aleksandra Newskiego i katedralny chram Sweta Nedela. Jednak nam najbardziej podobała się jedna z mniejszych i nieco bardziej skromna - pod wezwaniem św. Mikołaja Cudotwórcy.

Stolica Bułgarii stanowiła niestety ostatni etap podróży po tym kraju. Nieubłaganie biegnący czas i  kończące się środki finansowe zmusiły nas do wyruszenia w kierunku domu. Po drodze wpadliśmy jeszcze do Budapesztu. Nasza krótka podróż zachęciła nas do planowania kolejnych wypadów w tamte rejony. Wam też serdecznie polecamy odwiedzenie tego pięknego kraju, podziwianie tamtejszych widoków i smakowanie sałatki szkopskiej.

               

Marta Majtyka



Galeria



Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji oraz w celu usprawnienia funkcjonowania witryn www.yougo.pl, korzystamy z technologii plików cookies. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowanie na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Dalsze korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
OK